Graceland

Dotarliśmy do Graceland. Nasza kilkumiesięczna wędrówka nareszcie dobiegła końca. Dzisiaj, 126 dni które zajęła nam ta podróż, zleciały szybko. Stoimy u stóp Graceland, zmęczeni, znużeni i pasowałoby tutaj dodać, szczęśliwi z powodu osiągnięcia celu. Ale czy jesteśmy szczęśliwi? Wpatrujemy się w ziemie przed nami, osłaniamy oczy przed oślepiającym nas słońcem.

- Musimy ruszyć dalej. Nic nie widać.

- Może pomyliliśmy drogi, może to nie to miejsce?

- Proponuję, żebyśmy zawrócili – rzekłem.

- Zostań tutaj, my idziemy dalej.

Oparłem się o kamień i odwróciłem w drugą stronę. Słońce przestało mnie razić i mogłem obserwować całą drogę, którą przebyliśmy, każdą dobrą chwilę widziałem przed oczami, widziałem też jak się ode mnie odwróciła… Zwinę się w kłębek pod skałą, tutaj jest przyjemnie chłodno, twardo, zasnę, a jak wstanę, to ich dogonię.

***

Odliczanie było tylko zabawą, nie ma żadnego ukrytego przekazu. Czekałem na cieplejsze i dłuższe dni to wszystko. Niestety, tak się złożyło, że ostatnio czuję się fatalnie, męczą moją głowę problemy, wątpliwości, strach, samotność. Nadejście wiosny, dnia na który tyle czekałem, nie jest więc dla mnie szczęśliwe. Muszę swoje odcierpieć, to przejdzie, wahania nastroju nie są niczym nowym, wiem jak to się odbywa.

Miałem tylko jeden plan na wiosnę – wrócić do formy kolarskiej, takiej, jaką miałem rok temu. Niestety zawiodłem, nie udało się. Byłem na kilku jazdach początkiem marca, ale nie czułem tej dawnej pasji, motywacji i radości z jazdy. Nie rozumiem dlaczego tak się stało. Co się w tej popieprzonej głowie dzieje, że byłem w stanie przejechać 500 km miesięcznie, żeby potem, z dnia na dzień przestać jeździć? Rower był dla mnie odskocznią, ostoją normalności w dniach spędzonych w domu przed komputerem, w samotności. A teraz to straciłem i nie czuję, żebym mógł odzyskać. Kończę się. Staję się obojętny, coraz mniej mi zależy. Czuję się oszukany. Może dlatego trwam a nie umieram i szukam winnego, może w sobie.

Wybaczcie mi, że tak dużo S&G, nie wiem nawet czy w ogóle komuś poza mną podobają się te utwory. Ale te teksty… Simon miał talent. Słuchając tak trafiających do mnie słów, moja dusza płacze. Próbuję siebie przekonać: I have no need of friendship; friendship causes pain/It’s laughter and it’s loving I disdain, ale to nieprawda. Chciałbym mieć przyjaciół. Kogoś kto się o mnie zatroszczy, spróbuje mi pomóc. Mam tylko dwóch kolegów, ale kolegowanie się z nimi jest dla mnie poniżające – ja ich nie obchodzę, spotykamy się rzadko, tylko dlatego, że ja o to zabiegam. I to całe udawanie, przybieranie maski mnie męczy. Nikogo nie interesują cierpienia.

If I never loved I never would have cried tęsknię za Tobą Magdo. Dzisiaj wszystko mogło wyglądać inaczej…

***

Napiszcie jakie są wasze plany, nadzieje na wiosnę.

Nawigacja po wpisie

  3 comments for “Graceland

  1. ~Lil
    26 marca 2017 o 19:12

    Jeśli poszukujesz przyjaciół to otwórz się na ludzi. Poznaj kogoś z w sieci, poznaj jego historię i przedstaw swoją. Rozmawiaj. Bądź szczery. Później będą spotkania, wspólne plany, zainteresowanie. Nawet jeśli mieszkają dalej, jeśli kolarze się ze dzieli was wiele km.. to wszystko jest do przeskoczenia. Mi się udało, mam przyjaciół. Bliskich. Ludzi, którzy o mnie dbają bardziej niż najbliżsi mi tutaj.

    Moje marzenia na wiosnę są proste. Chcę czuć morze we włosach, ciepło piasku na plecach. Chcę oglądać czerwone niebo i nie bać się życia.
    Chcę wyjechać i spotkać się z przyjaciółką. Chcę zaistnieć dla siebie samej.
    Chcę by wiosna trwała, by lato nie nadeszło. By wiosna i tobie dała ukojenie.

    • 27 marca 2017 o 00:43

      To nie jest tak jak mówisz, to bardziej skomplikowane, ale nie chcę się nad tym rozwodzić. Powiem tyle, że zawsze byłem otwarty, może nie szalejący po imprezach, ale nie odrzucałem ludzi. I zawsze o nich zabiegałem i dbałem, oczekując, że tyle ile daję z siebie to też otrzymam. Tutaj jest błąd, ale cóż, taki jestem.

      Cieszę się, że u Ciebie jest dobrze. Cieszą mnie Twoje dobre plany.

  2. 10 kwietnia 2017 o 12:40

    Może po prostu nie jesteś jeszcze gotowy by na nowo zacząć przygodę z kolarstwem. Jak serce i dusza chorują to ciężko znaleźć sens czegokolwiek.
    Co do przyjaciół. Mam tak samo. Może są dwie koleżanki, ale nie mogę z nimi szczerze porozmawiać, spotkać się, spędzić jakoś czas, mają lepsze towarzystwo niż ja, nie pasuję do nich. Łatwo mówić by poznać nowe osoby w Internecie, ale zawsze jest ten lęk przed byciem znowu oszukanym, wykorzystanym….
    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *