List nigdy nie wysłany

Najdroższa!

W przypływie nagłej, acz niespodziewanej namiętności, postanowiłem napisać do Ciebie list, list który nigdy nie wyślę, ale który przeczytasz. Och tak, jestem pewien, że go przeczytasz. Lubisz przecież czytać listy, chociaż żadnego nigdy nie dostałaś, podobnie zresztą jak ja.

Listy to taka wzruszająca, wymarła praktyka. Dlaczego zdecydowałem się na taką formę? To jedyny sposób na nie dotarcie do Ciebie. Tak po prostu. Pomyślałem, że tak będzie dla nas najlepiej. Zakładam, że zgodzisz się ze mną… wybacz, znowu to zrobiłem. Myślę o Tobie wiesz? Wykonuję proste czynności do których zmusza mnie życie (chociaż pojawiają się takie, które chciałem ja sam, tylko czy aby na pewno, czy nie chciałem, bo zostałem wcześniej zmuszony?) i zastanawiam się co robisz w tym samym momencie. Podnoszę deskę, przymierzam, poprawiam i zastanawiam się gdzie jesteś, jak dzisiaj wyglądasz, jak się czujesz. Przypominam sobie wygląd Twoich dłoni… tak, dłonie masz naprawdę cudowne. Delikatne, pociągłe ruchy w trakcie gestykulacji, wszystko to pamiętam. Ale dlaczego je pamiętam? Nigdy ich nie widziałem przecież. To takie smutne, bo naprawdę lubiłem patrzeć się na Twoje dłonie, pamiętam te ciepłe dni w dusznych pokojach…

Myślę często o miłości. Myślę, że mnie kochasz. Myślę, że ja Cię kocham. Kochamy się na swój sposób. To trudna miłość, taka bez kontaktu. Znajdziesz czas by się ze mną spotkać? Jestem taki samotny. Jedno spotkanie, nawet takie, na którym powiesz mi, że odchodzisz. Będę czekał na Twoją odpowiedź.

OH

PS

Zapomniałem dodać, że do wiosny zostało już tylko jedenaście dni Kochana.

———

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *